Audiophile Rocks Obscurum - najbardziej kuriozalne akcesorium audio

Audiophile Rocks Obscurum – najbardziej kuriozalne akcesorium audio

Są takie chwile, kiedy naprawdę nie wiem co powiedzieć… I tak było, kiedy odkryłem Audiophile Rocks Obscurum, czyli kosztujący 2000$ audiofilski kamień w kształcie stolca. Kamień ten ma polepszać brzmienie dowolnego sprzętu audio (lub parametry obrazu) po prostu po położeniu go na obudowie. Magia, prawda? Tak się przypadkiem złożyło, że wszedłem w posiadanie tego kamienia, ale o tym za chwilę. Na podstawie Obscurum odpowiem na dwa pytania – jak powstają takie akcesoria i dlaczego ktokolwiek w nie wierzy? Ale od początku.

Obscurum to jeden z kilku produktów obecnie oferowanych przez Audiophile Rocks, dość kontrowersyjną firmę, która wszystkie swoje produkty opiera na „formule krystalicznej”, czyli mieszance kwarcu, rudy i „innych minerałów” która ma być dostrojona do setnej części grama, oczywiście na ucho. O jednym z produktów firmy pisałem już w artykule audiofilski komputer – tam prezentowałem kabel SATA wypełniony tymi kamykami. Kamieniem milowym w ofercie Audiophile Rocks było opracowanie kamieni (o, tu mi wyszedł rym dokładny) do stawiania na obudowie sprzętu audio. Mają one wygaszać rezonanse, wyciszać „częstotliwości niemuzyczne” i czynić różne inne cuda. Klejnotem w koronie firmy jest przypominający stolec Obscurum. Wersja, w której posiadanie wszedłem, kosztuje marne 2000$, jest to wersja Lite. Obecnie, producent oferuje nieco większy kamyk za pięciokrotnie wyższą kwotę – za „prawdziwe” Obscurum trzeba zapłacić 10 000$.

Jak powstają akcesoria audio?

Krok pierwszy przy tworzeniu akcesoriów audio to „wiedza i doświadczenie”. Musisz je mieć. Albo udawać, że je masz. Tak jak twórca Obscurum, który na swojej stronie jeszcze niedawno podawał

Audiophile rocks obscurum rozmowa
Rozmowa z jednym z „geniuszy” biorących rzekomo udział w opracowaniu Obscurum.

listę setki geniuszy, którzy mieli pomagać w opracowaniu Obscurum. Wisiał tam plik PDF z imionami, nazwiskami, a czasem nawet i linkami do Facebookowych profili owych geniuszy. Skontaktowałem się więc z kilkoma z nich, jak nietrudno wydedukować – żadna z osób, z którymi rozmawiałem, nie brała udziału przy tworzeniu żadnych audiofilskich akcesoriów. Wszystkich jednak łączył wspólny test IQ, który przeprowadziła pewna firma. Lista była żywcem pobrana ze strony tej firmy, co można było sprawdzić, chociażby po metadanych dokumentu.

Mamy więc fejkowe know-how. Zazwyczaj jednak producenci akcesoriów audio nie uciekają się do kłamstwa, mimo to – musisz zbudować pozycję autorytetu, żeby sprzedawać takie cuda. Wejść w środowisko, zyskać zaufanie. Bez tego, nie będziesz w stanie sprzedać niczego.

Krytyczne słuchanie, czyli nie mierzymy drogi panie!

Każdy konstruktor guślarskich akcesoriów powie to, co usłyszałem od szefa Audiophile Rocks: Tego nie da się zmierzyć, to trzeba usłyszeć. Oczywiście tylko parą doskonale osłuchanych uszu. Kłóci się to z dalszym stwierdzeniem, że zmiana jest bardzo wyraźnie słyszalna. Jest to jednak zabieg celowy, powiedziałbym nawet, że ma podłoże psychologiczne – takie usprawiedliwienie podnosi na piedestał osobę, która usłyszy różnicę, ale uzasadni też, dlaczego inne osoby tej różnicy nie słyszą. Są przecież mało osłuchani. Kilka podobnych procesów przedstawiłem w tekście o testach audio, do którego lektury zachęcam.

Świat audiofilski kreuje się na elitarny. Żeby to środowisko Cię zaakceptowało, musisz być na spotkaniach, chodzić na testy i koniecznie jeździć na Audio Video Show. No i wierzyć, bardziej osłuchanym kolegom. Tę postawę widzimy nawet po audiofilskich mediach. Zauważcie, że rzadko które czasopismo branżowe (chylę czoła Audio!) pokazuje jakiekolwiek pomiary. Akustyka pomieszczeń czy zagadnienia fizyczne dotyczące dźwięku są kompletnie nieobecne, w szczególności na portalach internetowych o tej tematyce. To wszystko pokłosie dokładnie takiego subiektywnego podejścia do istoty audio – nie musi dać się mierzyć, skoro doskonale to słyszysz. Zapominamy jednak, że słyszenie to proces angażujący świadomość. I o tym, że posiadamy metody na sprawdzenie, czy rzeczywiście w tym mistycznym dźwięku jest coś, czego jeszcze nie rozumiemy.

Audiofilski kamień
Szczyt piramidy audiocheopsa czy Maslowa?

I tak dochodzimy do formuły krystalicznej, która łączy w sobie wiarę w pewne właściwości kryształu górskiego i innych „tajemnych składników”. To zawsze musi być trochę tajemne, nie sądzicie? Oczywiście dostrojona na ucho, do setnej części grama w procesie krytycznego słuchania formuła, nadaje cudownych właściwości temu akcesorium. Jej opracowanie zajęło Audiophile Rocks 10 lat, a przygotowanie jednej partii trwa dwa miesiące. Widać napracowanie, prawda? To też ważny element przy tworzeniu takich akcesoriów.

Od koncepcji do Obscurum

Mamy więc know-how, koncepcję produktu i „mistyczną technologię” trzeba przejść do meritum. W przypadku Obscurum mamy znów przypadek niecodzienny, producenci bardzo często nie chwalą się, z czego powstają takie akcesoria. Zawsze jest pierwiastek tajemnicy. Tutaj, oprócz magicznej formuły – pełna transparentność. Dowiemy się więc nie tylko, że Obscurum powstało z gliny polimerowej, dowiemy się również że jest to glina premium marki FIMO. O swoim produkcie twórca pisze tak:

Wokół Formuły Krystalicznej używamy najwyższej jakości gliny polimerowej FIMO. W glinę wciskamy czarne kryształy kwarcu przy użyciu zastrzeżonej techniki, której opracowanie zajęło lata. Ilość kryształów na powierzchni jest bardzo ważna, tak samo jak głębokość, na jaką kryształy są wciskane w glinę. Po zmieszaniu gliny i kryształów razem uzyskujesz bardziej płaski dźwięk. Ale jeśli kryształy wystają z gliny, otrzymujesz największe możliwe warstwowanie i trójwymiarowość. Na koniec nakładamy bardzo cienką warstwę zastrzeżonego lakieru wokół wszystkiego, co czyni urządzenie wodoodpornym, utrzymując kryształy na miejscu.

I znów – potwierdzenie, że technologia produkcji jest wyjątkowa, a każdy drobny element ma znaczenie. Dla osoby, która nie należy do audiofilskiego ogródka, brzmi to absurdalnie. Dla większości audiofilów również. Jeśli ma się jednak „wystarczająco otwartą głowę”, no to cóż… można uwierzyć. Potwierdzają to chociażby recenzje użytkowników i te na portalach audio. Jeden z użytkowników Obscurum pisze:

Obscurum przemieniło mój system audio. Umieściłem go na moich kondycjonerach mocy, co poprawiło dźwięk moich aktywnych głośników KEF LS50W, zwiększając scenę dźwiękową i czystość, pozwalając mi zajrzeć głęboko w miks. Kiedy pomyślałem, że nie może być już lepiej, dodałem kolejne Obscurum, które dodało nowego poziomu realizmu; (…) Jako bonus, Obscurum poprawił także jakość wideo na moim telewizorze LG OLED. Różnica była łatwo zauważalna, musiałem obniżyć ustawienie podświetlenia OLED, ponieważ stało się ono wyjątkowo jasne i bardziej żywe. Najtrudniejsze w Audiophile Rocks jest uwierzenie, że te akcesoria rzeczywiście działają. Kiedy spróbowałem, moje wątpliwości zostały rozwiane.

Źródło: http://audiophile.rocks/obscurum.html

Nikt tego nie kupi? Nie ma na to klientów? Być może, twórca twierdzi jednak, że towar jest wyprzedany. Mógłby co prawda skłamać ponownie, ale załóżmy jednak, że są na świecie osoby, które podejdą do tego wynalazku z zaciekawieniem. W końcu firma działa już ponad dekadę. No właśnie, i tu pojawia się pytanie:

Dlaczego ludzie w to wierzą?

Audiofilski kamień
Kamień jaki jest – każdy widzi.

Wysoka cena takich akcesoriów wcale nie jest wzięta z czapki, to ona właśnie jest wyznacznikiem niedostępności i elitaryzmu. W posiadaniu Obscurum i wszelkich podobnych akcesoriów audio nie chodzi wcale o poprawienie brzmienia systemu. Obscurum, jak i wiele innych akcesoriów, których „działania nie da się wyjaśnić” służą manifestacji statusu – nie tylko materialnego. Również, a raczej przede wszystkim – ma to manifestować pozycję w grupie. Zupełnie, jak w przypadku wszelkiej maści pasjonatów. Z tą jedynie różnicą, że posiadacze drogich zegarków nie wojują na forach, twierdząc, że ich biżuteria w niemierzalny sposób dokładniej mierzy czas.

Takiej zabawki nie kupi osoba, która nie przeszła pewnej drogi w tym sporcie. Nie kupi jej osoba, która nie jest do końca, obsesyjnie oddana swojej pasji. Zastanawiacie się więc pewnie, jak posiadanie przypominającego stolec Obscurum może świadczyć o statusie, kiedy większość ludzi, posiadacza takiego akcesorium weźmie za wariata? To się naprawdę nie liczy. Liczy się tylko pozycja na swoim, audiofilskim podwórku. Bo przecież jeśli słyszysz wpływ czegoś takiego, to słyszysz lepiej, prawda?

Komentarze:
Podaj dalej, dziękówka!