PC audio a high end

Jak PC Audio obnaża hipokryzję branży High End

PC audio to nie nowość, jednak dopiero niedawno producenci audiofilskich zabawek zobaczyli niszę i zaczęli produkcję High Endowych komponentów do audiofilskich komputerów. Aktualnie obserwujemy fascynujący proces rozwoju tej branży i generowania popytu na nowe urządzenia. Niedawno prasa komputerowa rozpisywała się o audiofilskim dysku M2, ubiegły rok upłynął nam pod znakiem audiofilskich switchów sieciowych i routerów, a na początku tego roku SoTM pokazał kolejną iterację audiofilskiej płyty głównej. I każdy z tych produktów obnaża hipokryzję producentów akcesoriów High End.

PC Audio: Gdzie tu hipokryzja?

I puff, dzięki kilku zabiegom, chiński switch staje się high-endowym, audiofilskim switchem.

Jak wspomniałem, PC audio nie jest nowością. Dotychczas jednak chodziło po prostu o przystosowanie komputera do odtwarzania wysokiej jakości plików – wystarczała karta muzyczna dobrej klasy lub zewnętrzny DAC. I te komponenty dostarczali producenci, którzy mają bardzo bogate, technologiczne zaplecze. Problem w tym, że producenci high endu po prostu poczuli pieniądz. Zgodnie z powszechną opinią, że „w audio wszystko ma znaczenie”, w ostatnich latach coraz śmielej produkowane są akcesoria, które mają na celu zwyczajnie wyciągnąć hajs z kieszeni miłośników dobrego brzmienia. Te produkty powstają na bazie znanych już konstrukcji. Switch ethernet to czasem wprost D-Link w pudełku D-Linka z dodaną naklejką, czasami przelutowane, chińskie płytki w nowym, ładnym opakowaniu.

Przepakowywanie urządzeń w bardziej markowe pudełko nie jest jednak uważane za jakąś nieuczciwą praktykę rynkową. No dobrze, ale co w przypadku, kiedy u schyłku 2021 roku, koreański SoTM podaje informację prasową o premierze high endowej płyty głównej do zastosowań audiofilskich, która to płyta jest kompatybilna z wycofanymi ze sprzedaży procesorami Intel 8 i 9 generacji? Intel aktualnie sprzedaje już dwunastą generację procesorów, a audiofile otrzymują produkt, do którego kluczowy podzespół będzie leżakiem magazynowym lub będzie pochodził z drugiej ręki.

Innowacja po audiofilsku

Kiedyś, w tekście dotyczącym japońskiej marki Harmonix i ich przedziwnego nazewnictwa kolejnych produktów, zwróciłem uwagę na to, że firmy audio bardzo często w swojej komunikacji odnoszą się do stopniowego rozwoju. Ten rozwój ma polegać na kolejnym wprowadzaniu drobnych zmian do obecnych na rynku produktów, które nie są istotne, ale pozwalają na zobrazowanie ścieżki rozwoju. Rozwoju polegającego rzekomo na mozolnych odsłuchach kolejnych wersji produktu i wprowadzaniu zmian na ich podstawie. I oczywiście opinii klientów. To ma pokazać, że firma słucha klienta, a jednocześnie że rozwój produktu jest strasznie pracochłonny.

Audiofilski dysk M2 i jego… wykres brzmieniowy.

To pozwala na uzasadnienie wysokich cen. Takie „pomyśl audiofilu, ile to musiało powstawać!”. A odpowiednia cena jest konieczna w przypadku audiofilskich produktów nie tylko dlatego, żeby móc zachować pewną elitarność produktu i niedostępność (dla wszystkich Tonów Składowych, które chciałyby wścibsko taki produkt przetestować!). Również, a może przede wszystkim dlatego, że tego wymagają sami klienci. Tak, tak, dobrze słyszycie. W jednym z ostatnich odcinków Przeglądu Prasy Audio możecie usłyszeć jak sam konstruktor kabli zasilających na łamach High Fidelity mówił, że jego klienci zwracali jego produkt, twierdząc, że jest świetny, ale… zbyt tani. I to na producencie wymusiło wprowadzenie do oferty produktu droższego.

W kontekście PC audio takie uzasadnienia też bywają niezwykle zabawne. Niedawno, inna redakcja testująca pewien switch ethernet, stwierdziła, że skoro producent w cenie 12 000 złotych polskich sprzedaje 4 portowy switch w przestarzałym już standardzie 100 Mbit, to znaczy że tak po prostu brzmi lepiej. Potwierdzone odsłuchami! I nie wiem, czy to jest już syndrom sztokholmski, czy jeszcze zwyczajne mydlenie oczu.

High endowy switch, czyli jak to potem sprzedać?

I to jest najzabawniejsze. Jak zastępy audiofilskich redakcji śpieszą w powielaniu nektaru płynącego z ust chlebodawcy, wieszcząc wszem i wobec, że to nie są tanie rzeczy po prostu. I to nie tak, że akurat takie części zalegały na magazynie. Ich wybór to wynik setek długich, męczących sesji odsłuchowych starszawych panów, co to nie jeden kabel w życiu przerzucili. A po co kupować kolejne urządzenie? No po prostu dlatego, żeby było lepiej! Zresztą, zacytujmy wcześniej wspomniany fragment o switchu, niezbędnym w każdym porządnym systemie PC Audio!

Rzut oka na ścianę tylną i … nie ukrywam, że część z Państwa może poczuć lekką konsternację, bądź wręcz rozczarowanie. No bo jak to, 12 kPLN i tylko cztery (1 wejście + 3 wyjścia) porty? Ano tak to. W Innuosie liczy się bowiem nie ilość a jakość. (…) Na płycie głównej umieszczono serce tytułowego urządzenia, czyli kość zapewniającą … i tu kolejna niespodzianka – 100Mbit-owy transfer danych. (…)  Zanim jednak ktoś pierwszy rzuci kamieniem lub szyderczo zacznie drzeć łacha nieśmiało proszę o chociażby chwilę refleksji i zastanowienia ile tak naprawdę potrzebują do szczęścia transfery audio a to przecież właśnie im Innuos jest dedykowany. (…)  Dlatego też Portugalczycy doszli (na drodze empirycznej) do wniosków, iż właśnie „wolniejsze” chipy o wiele lepiej nadają się do celów audiofilskich aniżeli ich bardziej wydajne rodzeństwo.

Źródło: soundrebels.pl

Fakt, gigabitowy switch do transferu audio potrzebny nie jest, ale płacenie takiej kwoty za urządzenie zwyczajnie przestarzałe jest, no cóż. Dziwne. No i skoro już audiofile zadają sobie pytanie o to, czy wysokie transfery na switchu są potrzebne, to ja proponuję zadać inne pytanie:

Czy w prostej architekturze sieciowej, takie urządzenie w ogóle jest potrzebne?

Odpowiedź jest oczywista, jednak trzeba wygenerować popyt na nowy typ produktu. Taki, który będzie tani w produkcji, ale który jednocześnie każdy będzie mógł włączyć do „swojego systemu”. I dlatego w ostatnim roku mieliśmy prawdziwy wysyp tych urządzeń. Nikt nie zadaje zbędnych pytań o zasadność obecności takiego urządzenia. Pan redaktor X i pan redaktor Y twierdzą, że słyszą, więc trzeba kupić.

A tu żart: audiofilski procesor komputerowy.

Dlaczego nie doczekamy się audiofilskiego procesora?

Tymczasem właśnie High End wkraczający w świat PC audio pokazuje nam, że król co beztlenowe kable kierunkowe robi, jest zwyczajnie nagi. Nie zliczę, ile razy czytałem porównanie audiofilskich produktów do bolidów formuły jeden. Bo podobnie jak F1, takie urządzenia mają ponoć na celu pokonywać kolejne techniczne bariery. Tyle, że wcale tak nie jest. Audiofilskie systemy wcale nie są bolidami F1, a audiofilskie switche wcale nie pokonują żadnych technicznych barier. To nie są bezkompromisowe produkty których celem jest osiągnięcie jak największej wydajności. Gdyby tak było, audiofile kochaliby sprzęt studyjny. Ten, który pokazuje muzykę bez kolorowania, co wcale nie oznacza że bezbarwną i pozbawioną emocji. Jeśli trzymać się porównań samochodowych, to audiofilski komputer w którym wymieniasz kable SATA na srebrne i zasilacz na liniowy jest raczej golfem trójką z wydechem-atrapą, zamontowanym „reduktorem spalania paliwa” w zapalniczce i obniżonym zawieszeniem. Fajnie wygląda, przed kolegami na forum się pochwalisz, ale to dalej golf trójka.

Przekraczanie kolejnych barier w tak zaawansowanej technologii wymaga R&D z prawdziwego zdarzenia. Placówek badawczych, inżynierów i techników pracujących nad technologią produkcji urządzeń. Urządzeń, które faktycznie przekraczają kolejne bariery technologiczne. W sposób absolutnie i bezwzględnie mierzalny.  Trudno spodziewać się od firm audiofilskich, żeby inwestowały miliony w takie działy. Nawet pomimo ceny oferowanych produktów, należy pamiętać, że jej sporą część stanowi marketing. A to nie tylko opłacone bannery na audiofilskich stronach w zamian za recenzję, ale też spotkania z audiofilami, pokazy i wystawy. I właśnie dlatego, PC audio jest doskonałym papierkiem lakmusowym audiofilskiej ściemy. Bo nie zobaczymy tutaj nigdy prawdziwie high endowego sprzętu. To zawsze będzie półprodukt z nadrukiem „for audio”.

Komentarze:
Exit mobile version